TaleSpace

Rozdział 2

Zjadła śniadanie, które Hatsumi-san postawiła o siódmej trzydzieści: ryż, zupę miso, trzy małe miseczki kiszonej i gotowanej zieleniny, gorącą herbatę w brązowym czajniczku. Jadalnia mieściła jeden niski stół dla sześciu osób i kompozycję z irysów w zielonym wazonie — te same irysy co wczoraj. Hatsumi-san przemieszczała się po pokoju z nieobecnością pytań, która była jej formą gościnności. Iva jadła to, co miała przed sobą, z wdzięcznością kogoś, kto w tym kraju wciąż nie wymyślił, jak zaparzyć własną herbatę.

O ósmej dwadzieścia wyszła na ścieżkę. Powietrze było czyste. Bez rosy, bez wilgoci, tylko zapach zielonej herbaty małego miasteczka pod koniec maja, unoszący się z rynien wraz z ciepłem poprzedniego popołudnia. Minęła dom Yamady ze wzrokiem utkwionym przed siebie. W świetle dziennym budynek nie zdradzał niczego, co zatrzymał poprzedniej nocy: dwukondygnacyjna fasada z ciemnego cedru i białego tynku, świeże drewno przy oknach drugiego piętra, drzwi przesuwne zamknięte na równo, niska kamienna misa przy wejściu. Lakier na nowych belkach robił się matowy tam, gdzie dotykało go słońce. Szła dalej.

Naomi już była przy ladzie, gdy Iva przecisnęła się przez drzwi archiwum. Ten sam szary kardigan, te same spięte włosy, ten sam dokładny, mały kok. Wózek z dwoma pudłami przewiązanymi bawełną już stał przy stanowisku drugim. Iva zrozumiała, że to albo ekonomia ruchu Naomi, albo jej ocena, że Iva wróci na to samo krzesło. W obu przypadkach była wdzięczna.

Najpierw zrobiła to, co metodyczne. Z torby wyjęła pojedynczą kartkę papieru A3, rozkreśloną na osiem kolumn: numer, data, długość w wersach, incipit, zamknięcie, wymienione osoby, wymienione miejsca, znacznik tonu. Siatkę narysiła ołówkiem w pociągu z Osaki dwa dni temu. Dzisiaj ją wypełni.

Pierwsza teczka. List, bez daty, oznaczony 20 marca 1974 ręką Sasaki z adnotacjami. Czterdzieści trzy wersy. Adresat: brak. Incipit: Ten piszę do nikogo, a więc do każdego. Ton: obnażony. Wymienione osoby: brak. Wymienione miejsca: brak. Wprowadziła wiersz i przeszła do drugiej teczki.

Przepracowała lata siedemdziesiąte w dwie godziny. Tempo było znajome; robiła już czytania spadkowe o tym zakresie. Była w tym cisza, ta sama co w pokoju. Naomi obsłużyła dwóch innych czytelników i zostawiła Ivę samą.

List z 14 maja 1974 był siódmym, który otworzyła. Był krótszy od reszty, dwadzieścia wersów, ręka szybsza, jakby pisarz chwycił pióro między jedno zadanie a drugie i nie pozwolił sobie usiąść. Nie był zaadresowany do osoby. Był zaadresowany, w taki sposób, w jaki japońska proza esejistyczna potrafi adresować, do gór na północ od Uji, do drogi i do mostu, których nazw nie rozpoznawała. W połowie: niesprawiedliwość, której nie da się naprawić w tym życiu, to jedyny rodzaj, który warto nieść. A potem, blisko końca, dwa znaki zamknięte w nawiasie, jakby nawias był jedynym miejscem, w którym można je odłożyć: (A. M.)

Zapisała to, co widziała. Osoby: A. M. (?). Miejsca: Tatsumi-bashi, Kuromata-michi. W kolumnie tonu napisała zamknięty.

Jej dłonie przez chwilę leżały płasko na papierze.

Potem poszła dalej. Kolejne teczki nie dały jej nic o tym samym ciężarze. Skończyła lata siedemdziesiąte tuż przed południem, wsunęła teczki z powrotem do pudła, ponownie zawiązała rogi bawełnianym sznurkiem i sięgnęła po torbę.

— Dwunasta — powiedziała Naomi ze swojego kontuaru, zgodnie z harmonogramem.

— Dziękuję.

Na dziedzińcu słońce wspięło się w coś pełniejszego niż poranne światło, a upał miał dziś inną krawędź; napierał zamiast dotykać. Iva zjadła onigiri z łososiem na niskiej ławce przy stojaku na rowery. Podczas jedzenia myślała o zwrocie, którego Sasaki użył trzy tygodnie temu. Niewielka nieprawidłowość w inwentarzu. Powiedział to na ekranie, do filiżanki z kawą, głosem, jakiego redaktorzy używają przy słowach mały deficyt budżetowy: głosem, który z góry postanowił być spokojny. Przyjęła ten spokój za dobrą monetę. Teraz spokój ułożył się na nowo. Skończyła onigiri i złożyła opakowanie w kwadrat wielkości karty kredytowej. Schowała kwadrat do kieszeni. Wróciła do środka.

Po południu poprosiła Naomi o mapy GSI dla dorzecza Uji, potem o starsze egzemplarze map z epoki Showa, które archiwum trzymało na oddzielnej półce. Naomi przyniosła to, o co prosiła, bez komentarza.

Iva rozłożyła współczesną mapę na stanowisku drugim. Tatsumi-bashi. Fonetyka wystarczająco prosta. Przesunęła wzrok po mostach od właściwego koryta Ujigawy w górę rzeki, w stronę podgórza. W opracowaniu widniało jedenaście mostów. Żaden z nich nie nosił nazwy Tatsumi. Przełączyła się na mapę z epoki Showa. Również żadnego. Kuromata-michi. Na żadnej z map nie było ścieżki o tej nazwie.

Schowała obie mapy i zrobiła notatkę na osobnej stronie. Dwie nieuwierzytelnione nazwy miejscowe w liście z 14 maja 1974. Metoda zatajenia zgodna z kodem prywatnym. Potem sięgnęła do torby po zeszyt bez okładki.

Wpisała Kuromata-michi na pierwszej czystej stronie. Zamknęła zeszyt. Cały ruch zajął może pięć sekund. Schowała zeszyt z powrotem do torby i wróciła do kolejnej teczki, lat osiemdziesiątych, lat, w których ten człowiek budował pozycję, która przyniesie mu nagrodę w 1998 roku.

O szesnastej trzydzieści spakowała się. Naomi odprawiła ją tym samym precyzyjnym, lekkim ukłonem co rano. Iva wyszła w popołudniowe światło i w połowie drogi wzdłuż rzeki zdecydowała się na mały objazd.

Objazd prowadził uliczką mieszkalną obok domu Yamady.

Później będzie sobie wmawiać, że powód był zawodowy, a sformułowanie, które ze sobą niosła, miało czyste sumienie. Musiała wiedzieć, czy rodzina przechowuje w dokumentach domu osobistą mapę okolicy, albo czy poeta używał prywatnego zeszytu z nazwami miejsc. Którękolwiek z tych rzeczy otworzyłaby dwie nazwy, których dziś nie znalazła. Którękolwiek z nich musiałaby też przejść przez wnuka, bo archiwum rodzinne nie figurowało na wykazie Shinsei.

Stał na przednim dziedzińcu. Za nim, otwarte, genkan. Miał deskę na dwóch kozłach i przesuwał dłonią wzdłuż jej długiego słoja, tak jak widziała go dotykającego belki poprzedniego wieczora — jakby drewno miało powiedzieć mu pod dotykiem to, co umykało oku. Rękawy indygoowej bawełnianej koszuli podwinięte ponad łokcie. Na przedramionach nosił jasne smugi lakieru, których stare listy w skrzynce nauczyły ją nie tylko patrzeć, ale też rozpoznawać po zapachu.

— Przepraszam — powiedziała po angielsku. Potem, w starannie wyćwiczonym japońskim: — Shitsurei itashimasu. Cherunova Iva to mōshimasu.

Uniósł wzrok. Przyjął przedstawienie się bez zdziwienia. Wydawca podał mu jej nazwisko; miasteczko było małe.

— Yamada Rei — rzekł.

Jego angielski był równy, spółgłoski czyste, rytm wolniejszy od rodzimego o tę niewielką różnicę, która oznaczała w tle pracę tłumacza, lata temu.

Wyjaśniła sprawę. Dwie nieuwierzytelnione toponimy w liście z 1974 roku. Wykaz Shinsei nie obejmował dokumentów rodzinnych. Nie prosiła o dokumenty rodzinne. Pytała, czy osobista mapa okolicy albo zeszyt z lokalnymi nazwami miejsc to coś, co rodzina przechowuje; i jeśli tak, czy on zgodziłby się sprawdzić.

Słuchał bez ruchu. Kiedy skończyła, utrzymał jej spojrzenie o dwie sekundy dłużej niż zazwyczaj robią to Anglosasi, a potem przemówił.

— Archiwum rodzinne zostało zinwentaryzowane dla Shinsei przed przekazaniem. Wszystko, co miało być dostępne, jest teraz w ich posiadaniu. Reszta nie należy do projektu.

— Rozumiem.

— Nie natrafiłem w rzeczach mojego dziadka na osobistą mapę okolicy. Jeśli taka istnieje, jej nie znalazłem.

— Dziękuję.

Przytrzymał jej spojrzenie przez kolejny krótki moment, potem spojrzał na deskę na kozłach.

— Jeśli te nazwy są stare — powiedział — mogą nie być na żadnej mapie. Niektóre stare ścieżki tutaj straciły nazwy w latach siedemdziesiątych. Gmina zmieniła nazwy dróg, kiedy poprowadzono autostradę.

To było najbliższe pomocy, jakie zaoferował.

— Dziękuję — powtórzyła i ukłoniła się tym lekkim ukłonem, który był właściwej wielkości dla tej wymiany, i odwróciła się, i ruszyła z powrotem w stronę ścieżki nad rzeką.

Patrzyła przed siebie, aż do rogu. Kiedy skręciła przy rogu, on stał twarzą do deski. Odwrócony plecami do uliczki.

Resztę drogi do minshuku przebyła powoli.

W swoim pokoju zrobiła to, co zamierzała zrobić rano i co przełożyła. Otworzyła segregator z dokumentami kontraktowymi, które wysłało jej Shinsei przed podpisaniem. Strona tytułowa, sam kontrakt, aneks dotyczący praw, inwentarz materiałów, harmonogram, notatki wewnętrzne, które dołączył Sasaki, aby zrozumiała instytucjonalne życie projektu. Kontrakt czytała dokładnie w styczniu. Notatki przeglądała po leniwemu.

Trzecia notatka była datowana na 8 stycznia 2026 roku. To była wewnętrzna wiadomość od Sasakiego do oficera prawnego, z kopią do dwóch nazwisk, których nie rozpoznała. Trzy krótkie akapity dotyczące wyboru tłumacza dla spadku Yamady. Pierwszy akapit potwierdzał jej zaangażowanie. Drugi określał materiały do dostarczenia. Trzecie zdanie trzeciego akapitu, wyodrębnione przecinkiem, który przy pierwszym czytaniu przeoczyła, brzmiało: po wstępnej konsultacji z innym tłumaczem, odmówił z przyczyn technicznych, w lutym 2025.

Przeczytała zdanie dwa razy. Wzięła ołówek z biurka i podkreśliła drugie zdanie. Margines zostawiła czysty. Zamknęła segregator i wsunęła go pod biurko.

Na zewnątrz światło zrobiło się fioletowe. Pierwszy drobny deszcz wieczoru zaczął padać o małe okno wychodzące na ogród. Usłyszała go, zanim go zobaczyła: miękka praca wody na dachówkach, potem cichszy nurt wody o liście.

Po drugiej stronie uliczki, w górnym oknie domu Yamady, zapaliła się lampa przeciw wczesnemu mrokowi.

Stała przy własnym oknie i patrzyła przez chwilę. Potem podeszła do torby i wyjęła zeszyt bez okładki i trzymała go otwartego na stronie, gdzie żyło nowe słowo: Kuromata-michi. Pod nim ta sama ręka zapisała, jedenaście lat temu w Helsinkach, talvilukio, a pod tym, osiem lat temu w Lizbonie, desabrigado, a pod tym pozostałe, których miasta pamiętała, i te inne, których miasta ją opuściły.

Zamknęła zeszyt na Kuromata-michi.

Rano napisze do Sasakiego właściwie. Dziś wieczorem miała dwa nowe pytania i wolała zachować je dla siebie.

Lampa po drugiej stronie uliczki płonęła dalej.

Your next chapters are free

Enter your email to unlock them.

4.9 od 5 700+ czytelników
Masz już konto? Zaloguj się