TaleSpace

Rozdział 3. Atrament schnie

Spojrzałam na ten przerażający portret, a potem na niego. Paradoksalnie ryzyko, to niemal śmiertelne niebezpieczeństwo, tylko mocniej mnie wciągało. Widziałam nie tylko szaleństwo Eleny, ale i geniusz, który je zrodził. Nie byłam Eleną. Nie dam się złamać.

– Gdzie mam podpisać?

Wróciliśmy do biurka. Położył przede mną kontrakt. Dziesięć stron drobnego druku. Zaczęłam czytać. Mój wzrok błądził po prawniczym żargonie, wyłapując sedno.

Zasada nr 2: Muza zgadza się poświęcić procesowi cały czas, który Inspirator uzna za konieczny. Sesje mogą być wyznaczane o dowolnej porze dnia i nocy, bez uprzedniego powiadomienia.

Zasada nr 3: Muzie zabrania się omawiania warunków kontraktu lub szczegółów sesji z osobami trzecimi. Naruszenie poufności skutkować będzie natychmiastowym rozwiązaniem umowy i karami finansowymi (w tym niezaliczeniem pracy dyplomowej).

Zasada nr 4: Muza zgadza się towarzyszyć Inspiratorowi we wszystkich wydarzeniach publicznych, które ten uzna za niezbędne dla jej „edukacji” lub „zanurzenia”.

...Czytałam dalej. Kontrola była całkowita. Władał moim czasem, moim życiem towarzyskim, moimi emocjami. A na samym końcu, tuż nad linią podpisu, widniała ostatnia, najkrótsza zasada.

Zasada nr 7: Inspirator wymaga absolutnej, niefiltrowanej szczerości.

Podniosłam pióro. Jego ciężki, pozłacany korpus był zimny w moich palcach. Wzięłam głęboki oddech i złożyłam podpis. Sophia Hayes.

Jared Thorpe wziął dokument, podpisał się naprzeciwko mnie i zamknął teczkę. Dźwięk był suchy i ostateczny, niczym szczęk zamka.

– Witaj w projekcie, Sophiu – uśmiechnął się, ale uśmiech nie dotarł do jego oczu. Atmosfera w studio zmieniła się natychmiast. Stała się gęsta, elektryzująca. Profesor zniknął, a pozostał jedynie Inspirator.

– Dobrze – powiedział rzeczowym tonem. – Twoje stare życie się skończyło. Nowe zaczyna się teraz. A zaczniemy od szczerości.

Podszedł do biurka i podniósł małe aksamitne pudełeczko, takie, w jakich trzyma się drogą biżuterię. Podał mi je.

Otworzyłam je. Wewnątrz, na czarnym jedwabiu, leżały dwa przedmioty: gruby dziennik w skórzanej oprawie i mały, smukły dyktafon cyfrowy.

Spojrzałam na niego zdezorientowana.

– To twoje nowe narzędzia – jego głos był opanowany i chłodny, nie pozostawiał miejsca na sprzeciw. – Zasada numer siedem, Sophiu. Absolutna szczerość. To twoje pierwsze zadanie.

Urwał, patrząc mi prosto w oczy.

– Każdego ranka będziesz pisać w tym dzienniku. A każdego wieczoru przed snem będziesz nagrywać na dyktafon ustny raport o swoich uczuciach. Będziesz mi przekazywać oba do wglądu co czterdzieści osiem godzin. Pierwszy termin to piątek rano. I Sophiu? Nawet nie myśl o kłamstwie. Ja zawsze wiem.

 

 

It's just getting good…

Enter your email to see what happens next.

4.9 od 5 700+ czytelników
Masz już konto? Zaloguj się
Kontrakt Uczuć — Rozdział 3: Rozdział 3. Atrament schnie | Czytaj online