TaleSpace
Anna

Anna

Kawa i opowieści ☕

Kontrakt Uczuć

4.8(227)
Rozdział 1 · 5 min czytania
11.2K
#MrocznyRomans#ForbiddenLove#AlphaMale#SlowBurn#PossessiveHero
Myślałam, że podpisuję umowę, by ratować karierę. Zbyt późno zrozumiałam, że atrament na zawsze związał mój umysł, ciało i duszę z mężczyzną, który kolekcjonuje zniszczone arcydzieła.

Rozdział 1. Cena desperacji

To był dzień, w którym dowiedziałam się, że desperacja ma swoją cenę. Moja była warta dokładnie tyle, co podpis na dole jego kontraktu.

Wszystko zaczęło się kilka godzin wcześniej, w dusznej ciszy gabinetu mojego promotora – pokoju, który cuchnął kurzem i martwymi nadziejami. Pięć lat mojego życia zakończyło się jednym gestem. Odepchnął moją dysertację opuszkami palców, jakby dotykał czegoś nieczystego.

– To koniec, Sophio – westchnął Profesor Davies, czyszcząc okulary. Jego starcze oczy patrzyły na mnie z litością, która była o wiele gorsza od gniewu. – Nie mogę tego zaliczyć. To... martwy tekst. Nie ma w nim ani jednej iskry życia. Pięć lat, a wszystko, co napisałaś, to sucha analiza cudzych pomysłów. Gdzie w tym wszystkim jesteś ty?

Przełknęłam gulę w gardle. – Panie profesorze, mogę to napisać od nowa... Mogę...

– Nie masz czasu – przerwał mi. – Rada zbiera się za trzy tygodnie. Zostaniesz skreślona z listy studentów. Przykro mi.

Panika zalała mnie lodowatą falą. Wydalenie. To nie była tylko porażka. To oznaczało utratę stypendium, zaleganie ze spłatą kredytów studenckich i upokarzający powrót do szarego miasteczka, z którego tak desperacko próbowałam uciec.

– Nie... musi być jakiś sposób – szepnęłam, chwytając się ostatniej nitki nadziei.

Profesor Davies milczał, bębniąc palcami o blat biurka. – Zawsze jest jakiś sposób. Obawiam się tylko, że ci się on nie spodoba. – Wyjrzał przez okno, jakby wahał się przed wypowiedzeniem tego nazwiska. – Mamy teraz na wydziale sztuki gościnną gwiazdę. To Jared Thorpe.

To nazwisko uderzyło we mnie niczym grom. Jared Thorpe. Geniusz. Prowokator. Artysta i krytyk, którego wystawy przyciągały miliony, a artykuły wywoływały skandale. Był znany ze zdolności do budowania karier – lub ich niszczenia – jednym słowem.

– On... on jest artystą – wyksztusiłam. – Ja piszę o postmodernizmie...

– On jest tym, o czym ty próbujesz pisać – Davies znów na mnie spojrzał. – Pasją. Obsesją. Symbiozą twórcy i muzy. Jest jedyną osobą, która może uratować tę pracę. Ale Thorpe... to trudny człowiek, Sophio. On nie przyjmuje studentów. On bierze... materiał. A jego metody... powiedzmy, że są nieszablonowe.

Podał mi tylko jedno nazwisko, ale w jego głosie brzmiała mieszanka lęku i podziwu, tak jak mówi się o klęsce żywiołowej.

Godzinę później stałam przed jego studio. Znajdowało się w najnowszym, całkowicie przeszklonym skrzydle uniwersytetu i bardziej przypominało wejście do penthouse'u miliardera niż gabinet profesora. Drzwi z czarnego, matowego szkła. Żadnej tabliczki z nazwiskiem. Moja dłoń zawisła nad dzwonkiem, a w głowie łomotało tylko jedno pytanie: co jestem gotowa zrobić, by nie stracić wszystkiego?

W końcu nacisnęłam przycisk.

Otworzył mi osobiście. Profesor Jared Thorpe we własnej osobie wyglądał jeszcze bardziej imponująco niż na okładkach magazynów: wysoki, w zwykłym czarnym T-shircie ubrudzonym farbą, z przenikliwymi, ciemnymi oczami, które zdawały się prześwietlać mnie na wylot. Milcząc, skinął, bym weszła do środka.

Jego studio było ogromne, pełne światła, z panoramicznymi oknami ciągnącymi się przez całą ścianę. Pachniało rozpuszczalnikiem, kawą i czymś jeszcze – głęboką, męską wodą kolońską.

– Davies mówił, że masz problemy – jego głos był niski i opanowany, pozbawiony najmniejszego cienia współczucia. Podniósł moją nieszczęsną pracę, niedbale ją przerzucił, a na jego ustach błąkał się cyniczny półuśmiech. – „The Symbiosis of Creator and Muse in Postmodernism”. Odważnie. Zwłaszcza w wykonaniu kogoś, kto pisze o pasji, jakby czytał instrukcję obsługi mikrofalówki.

Każde z jego słów było celnym uderzeniem.

– Chociaż... jest w tobie coś – nagle zaczął mnie okrążać, taksując wzrokiem niczym drapieżnik swoją ofiarę. Zamieram, niezdolna do ruchu. – Ogień. Jesteś wściekła i to jest prawdziwe. To jedyna prawdziwa rzecz, jaką w tej chwili w tobie widzę.

Zatrzymał się przede mną, zdecydowanie zbyt blisko.

– Mogę uratować twoją pracę – powiedział w końcu. – Zrobię z niej sensację. Ale w zamian... zostaniesz moją Muzą. Pełne zanurzenie. Bez kłamstw, bez uników.

Prychnęłam, próbując ukryć zmieszanie pod maską sarkazmu. – Co, mam panu pozować nago? To takie w stylu ubiegłego wieku, Profesorze.

Profesor Thorpe zignorował moją zuchwałość. Podszedł do biurka, wyciągnął pojedynczą kartkę z luksusowej skórzanej teczki i położył ją przede mną. Nie wyglądało to na pełnoprawny dokument prawny, raczej na ultimatum.

– To nie jest cały kontrakt – jego głos stał się cichszy, bardziej intymny. – To główny warunek. Jeśli go nie zaakceptujesz, czytanie reszty nie ma sensu.

Pochyliłam się nad kartką. Na środku, elegancką czcionką, wydrukowano jedno zdanie.

„Rule #1: Przez cały okres obowiązywania niniejszego kontraktu Muza powstrzyma się od wszelkich kontaktów romantycznych lub seksualnych z kimkolwiek innym niż Inspirator”.