TaleSpace

Rozdział 2

Kierowca nie chciał mnie zawieźć na nabrzeże. Zatrzymał się trzy przeczniki wcześniej, pod latarnią, która migotała i bzyczała.

– Tyle dociążę, pani. – Przez lusterko zerkał na ciemną, mokrą od deszczu ulicę. – Tamtę martwa strefa. Szczury i ćpuny, nic więcej.

– W porządku. – Podałam mu dwudziestkę. – Reszty nie trzeba.

Wysiadłam w deszcz. Padał tu mocniej niż na Manhattanie, zimniej, pachniał solą i gnijącym drewnem. Owinęłam się płaszczem, ale chłód wychodził ze środka, z dołu pod żebrami.

Old Dock No. 4. Znałam to miejsce – albo znała dziewczyna, którą kiedyś byłam. Dwadzieścia lat temu ten pas ziemi tętnił życiem; ojciec zabierał mnie w soboty, żeby oglądać, jak bawełnę wyładowują z barek, gdy powietrze pachniało gorącym smarem i ambicją. Teraz pachniało grobem.

Szłam obok szkieletów opuszczonych magazynów, ich wybite okna były ciemne. Jedynymi dźwiękami były plusk wody o pale i stukot moich obcasów o bruki.

Trzymałam rękę w kieszeni na małym gazie pieprzowym, cienkiej obronie, ale jedynej, jaką miałam.

Po co tu przyszłaś? Głos w mojej głowie znowu. To pułapka. Uciekaj.

Nie mogłam. Biała róża wypalona była za moimi oczami. Ktokolwiek ją wysłał, trzymał moje życie. Gdyby zanieśli to Maxwellowi Sterlingowi, pięć lat obracało się w proch albo w zarzut oszustwa.

Na końcu nabrzeża stał ceglany budynek z połową dachu, napis nad drzwiami dawno starty do zera. Żelazne drzwi stały uchylone na czarną szczelinę.

Zatrzymałam się, serce waliło mocno.

– Halo? – Wiatr porwał mój głos natychmiast.

Cisza.

Wzięłam w nozdrza zapach rdzy i pchnęłam. Drzwi wydały długie, zgrzytające jęki.

W środku same cienie. Światło księżyca wpadało przez dziury w dachu na stosy gruzu i stare maszyny. Wilgoć była wszędzie.

Wtedy to zobaczyłam. Daleko z tyłu, na stole z ułożonych skrzyń, laptop, jego ekran bladoniebieską poświatą, jedyne światło w tym miejscu.

Podeszłam, przestępując zwite liny i potłuczone szkło. Z bliższa zobaczyłam resztę stołu. Obok laptopa leżał pistolet, ciężki czarny rewolwer. A obok pistoletu – biała róża. Prawdziwa. Tutaj.

Sięgnęłam, by dotknąć płatków, by udowodnić, że nie jest w mojej głowie.

– Nie. – Głos dobył się chrapliwie z ciemności. – Olej z twojej skóry ją zepsuje. Twój ojciec zawsze mówił, że masz ciężkie ręce jak na florystkę.

Zamarłam. Znałam ten głos, teraz głębszy, bardziej szorstki, ale rytm ten sam.

– Pan Henderson?

Kształt oderwał się od zardzewiałego filara i wszedł w niebieskie światło, a ja przygryzłam wargę, by nie wydać z siebie dźwięku.

Arthur Henderson był gigantem w mojej pamięci, wysoki, szeroki, śmiech, który wstrząsał ścianami fabryki mojego ojca. Był głównym technologiem, człowiekiem, który stworzył Falcon Blue, barwnik, który wyprowadził nas na mapę.

Człowiek przede mną był wrakiem. Wybieżony, ubranie wisiało na nim, włosy przerzedzone i siwe. Ale oczy były te same, rozświetlone gorączkową, fanatyczną inteligencją.

– Cześć, Clara – powiedział.

Moje prawdziwe imię wypowiedziane na głos uderzyło jak pięść.

– Myślałam, że nie żyjesz – wydusiłam. – Po bankructwie, procesie, nikt cię więcej nie widział.

– Tak był plan. – Zakasłał, mokro i dudniąco, i zapalił tani papierosa drżącymi rękami. – Martwych trudno pozwać. Trudniej ich przewidzieć.

– Wysłałeś różę. Skąd ją masz? Ta odmiana przepadła.

Pokazał żółte zęby. – Zachowałem sadzonkę. Trzymałem ją przy życiu w piwnicy w Jersey pięć lat, tak samo jak siebie. Czekając na właściwy sezon.

Zaciągnął się papierosem. – Urosłaś. Masz twarz matki. Uporny podbródek ojca.

– Mam na imię Estelle teraz – powiedziałam. – Jeśli przywlokłeś mnie tu, żeby wspominać, marnujesz mój czas. Po co mnie straszyć?

– Straszyć cię? – Suchy szczęk śmiechu. – Nie straszyłem cię, dziewczyno. Obudziłem cię.

Wcisnął klawisz. Ekran wypełniły dokumenty, wyciągi bankowe, maile, zdjęcia z nadzoru.

– Obserwowałam, jak to budujesz. Estelle Grey. Bardzo dopracowane. Widziałam, jak kończysz studia. Widziałam, jak przynosisz kawę dla głupców w LVMH. Widziałem, jak się przygotowujesz.

– Mnie śledziłeś.

– Weryfikowałem. – Jego oczy błysnęły. – Musiałem wiedzieć, czy masz to w sobie, czy jesteś miękka jak matka, czy ogień też zabrał twoje serce.

Pochylił się, jego twarz blisko, pachniał starym dymem i starym gniewem. – Wiem, dlaczego jesteś w Sterling House, Clara. Chcesz, żeby syn zapłacił za ojca.

– To nie twoja sprawa.

– To wyłącznie moja sprawa. – Uderzył w stół; pistolet podskoczył. – Kto twoim zdaniem położył twoje CV na wierzchu stosu? Kto usunął nagrania z kamer drogowych z semestru za granicą, którego nigdy nie było? Kto wyczyścił cię tak dokładnie, że ochrona Sterlinga nie mogła znaleźć szwu?

Wpatrywałam się. Myślałam, że jestem dobra. Myślałam, że mam szczęście.

– Ty to zrobiłeś.

– Oczywiście. Jesteś dobra, dzieciaku. Ale jesteś też amatorką, która prowadzi długi szwindel przeciwko rekinom. beze mnie zjedzono by cię przed lunchem.

Obrócił laptop w moją stronę. Schemat, sieć spółek fasadowych i kont w rajach podatkowych.

– Sterling empire – powiedział. – Wygląda solidnie. Wygląda niezniszczalnie. – Wcisnął, i czerwone linie przebiegły przez nie jak pęknięcia w lodzie. – To zgnilizna. Ojciec zbudował to na skradzionych patentach, szantażu i krwi. Naszej krwi.

Obłęd w jego oczach na chwilę zniknął, i pod nim było cierpienie.

– Zabrał moje życie. Moje imię. Doprowadził moją żonę do samobójstwa, gdy straciliśmy dom. I zabił twojego ojca tak pewnie, jakby trzymał pistolet.

Łzy napłynęły gorące. Zepchnęłam je w dół. – Wiem, co zrobił.

– To wiesz, że nie możemy ich po prostu zranić – powiedział. – Musimy spalić to wszystko na popiół. I Maxwell, the Prince, spadnie najmocniej.

– Maxwell nie jest swoim ojcem. – Wyrwało mi się, zanim mogłam to powstrzymać.

Jego oczy zwęziły się. – Nie mów mi, że wierzysz w ten garnitur. To Sterling. Trucizna jest we krwi.

– Nie wierzę w nic – skłamałam. – Spotkałam go. Wydaje się inny. Wydaje się zmęczony.

– To wilk w dobrym płaszczu. Przeprowadza rebranding, zmywa krew z pieniędzy, żeby mógł spać. Nie pozwól mu.

Wyciągnął z kieszeni małą srebrną rzecz. Pendrive. Wyciągnął go.

– Co to jest?

– Klucz. Napisałem robaka. Niewykrywalny. Nie kradnie danych, je dubluje, każdy mail, który wysyła, każdy plik, który otwiera, każde naciśnięcie klawisza, prosto do mnie.

Wcisnął mi go w dłoń, zimny i ciężki. – Mam mapę, ale jestem zablokowany. Ty jesteś w środku, tuż obok niego. Potrzebuję go na jego osobistej maszynie, tej fizycznej w jego biurze, nie w sieci. Sieć jest zbyt dobrze strzeżona.

Spojrzałam na małą rzecz w dłoni. Taka nieszkodliwa. Broń. Wzięcie jej oznaczało linię, której nie można było cofnąć.

– Jeśli mnie złapią—

– To pójdziesz do więzienia, a ja zniknę. Jeśli ci się uda, odbierzemy wszystko, co ukradli, i będziemy patrzeć, jak się rozpadają.

Obrócił różę w palcach. – Twój ojciec mawiał, że Snow Queen to najtrudniejsza róża do uprawy, bo nie znosi ciepła. Potrzebowała zimna, żeby się otworzyć. – Spojrzał na mnie. – Ty też, Clara. Musisz być zimna. – Wyciągnął ją. – Jesteś ze mną? Czy odchodzisz i pozwalasz im dalej wygrywać?

Patrzyłam na różę. Na zrujnowanego człowieka, który był przyjacielem mojego ojca. Potem na ten sterylny, lśniący gabinet na czterdziestym piątym piętrze i na jego arogancję.

Zacisnęłam dłoń na pendrivie. Wzięłam różę. – Jestem z tobą. – Tym razem mój głos się nie załamał.

– Dobrze. – Henderson się uśmiechnął, i to była najgorsza rzecz, jaką widziałam tego wieczora. – Wracaj do domu, Estelle Grey. Śpij. Jutro idziemy na wojnę.

Wyszłam z powrotem w deszcz z różą przy piersi. Światła Manhattanu stały daleko, jasne i obojętne. Gdzieś tam w górze Maxwell Sterling spał w jedwabiach, nie wiedząc, że duchy jego ojca właśnie się uzbroiły.

Złapałam taksówkę na głównej drodze. Wsiadając, spojrzałam jeszcze raz na pendrive, zanim trafił do torebki.

Henderson miał rację. Musiałam być zimna.

Ale gdy woda oddalała się za nami, nie mogłam powstrzymać myśli: jeśli spalę to wszystko na popiół, co ze mnie zostanie?

Save your place — and your collection

Enter your email to keep your reading progress and add this book to your library 👇

4.9 od 5 700+ czytelników

Why do we ask for email?

  • We save your reading progress across devices
  • We'll resend your link if you ever lose it
  • New romance novels every week

We never spam — you can remove your email anytime.

Masz już konto? Zaloguj się