TaleSpace

Terytorium okupowane

Allie wyszła z Clancy Hall oszołomiona, a szok wywołany wspólną oceną na poziomie 98% wciąż wibrował w całym jej ciele. Drżała nie z zimna, lecz z poczucia niesprawiedliwości. Jej życie – idealnie skonstruowana makieta – zostało nagle umazane tłustym odciskiem palca Caydena Blacka. Dokładnie ta sama ocena! Wyzwanie, które rzucił jej spojrzeniem, wydawało się mniej rywalizacją akademicką, a bardziej osobistą zniewagą.

Pospieszyła w stronę swojego nowego lokum – mieszkania z dwiema sypialniami w starszym, prestiżowym bloku na terenie kampusu, zazwyczaj rezerwowanym dla studentów z wybitnymi wynikami i obiecujących stypendystów. Był to jeden z niewielu przywilejów wynikających z jej stypendium: prywatność i spokój.

Otworzyła drzwi do Apartment 304, spodziewając się ciszy i samotności, których desperacko potrzebowała, by odzyskać równowagę. Jednak zamiast spokoju powitał ją chaos.

W przedpokoju rzucona byle jak leżała wielka, brudna torba sportowa. Z salonu dobiegała głośna, rytmiczna muzyka rockowa – coś agresywnego i instrumentalnego – a kuchenny stół zasłany był otwartym pudełkiem po pizzy, kilkoma pustymi puszkami po napojach energetycznych i różnymi brudnymi narzędziami.

Allie spięła się. Ktoś ewidentnie pomylił piętra. Weszła do salonu. Na sofie, najwyraźniej zasnąwszy w środku popołudnia, wyciągnięty leżał mężczyzna. Miał na sobie starą, za dużą koszulkę i porwane dżinsy. Światło lampki biurkowej, jedyne źródło iluminacji, padało na jego twarz, a Allie rozpoznała go z nagłym, fizycznym skurczem rozpaczy.

Cayden Black.

Spał. Na jej sofie. W jej mieszkaniu.

Allie poczuła, jak ciśnienie skacze jej do niebotycznych wartości. „Black!” – wykrzyknęła jego nazwisko głosem napiętym od furii, przekrzykując muzykę.

Drgnął, natychmiast się rozbudził i usiadł, a jego zaspane oczy szybko skupiły się na niej. Najpierw na jego twarzy malowała się konsternacja, która zaraz przeszła w znudzone poirytowanie.

„Ach, Reed,” sięgnął po pilota i wyłączył muzykę. Nagła cisza była niemal tak ogłuszająca jak wcześniej hałas. „Jesteś zbyt głośna jak na kogoś, kto żyje według grafiku. A to nie są godziny odwiedzin”.

„To jest moje mieszkanie” – syknęła Allie, stając pewnie na środku pokoju. „To zarezerwowane dla mnie. Pomyliłeś lokale. Wynoś się”.

Cayden uśmiechnął się kpiąco, ale jego oczy pozostały poważne, obserwując ją z niepokojącym spokojem. Powoli wstał, wykorzystując swoją przewagę wzrostu, i podszedł do przedpokoju. Wrócił nie z torbą, lecz z pękiem kluczy, które rzucił na kuchenny stół obok pudełka po pizzy.

„Klucze do Apartment 304” – powiedział. „Wprowadziłem się dwie godziny temu. Wybacz, musiałem zająć przestronniejszą sypialnię, zanim zaczęła się prawdziwa przeprowadzka”.

Allie podeszła do stołu, chwyciła klucze i wyciągnęła swoją legitymację studencką. „To pomyłka. To mieszkanie jest oficjalnie wyznaczone jako jednoosobowe. I zostało potwierdzone na moje nazwisko już latem”.

„Administracja nawaliła” – Cayden wzruszył ramionami, całkowicie nieprzejęty. „Już dzwoniłem. Z powodu problemów z remontem w East Wing tymczasowo podwoili obsadę w jednostkach dwusypialniowych. Powiedzieli, że dobrali nas na podstawie wyników w nauce – dwoje najlepszych na roku”. Uśmiechnął się, a w tym krótkim, irytującym błysku białych zębów było coś bezczelnego. „Mamy szczęście”.

Allie zakrztusiła się wściekłością. Natychmiast zadzwoniła do biura zakwaterowania. Po pięciu minutach upokarzającej muzyki na czekanie i poirytowanych rozmowach z dwoma różnymi, niekompetentnymi urzędnikami, Allie rzuciła słuchawkę. Potwierdzili: z powodu „bezprecedensowego błędu”, ona i Cayden Black, najwięksi rywale na roku, zostali przydzieleni do tego samego mieszkania ze wspólną kuchnią i salonem. Nie dało się tego naprawić aż do przyszłego semestru. Była uziemiona.

Odwróciła się do Caydena, który wrócił do jedzenia zimnej pizzy, obserwując ją z miną pełną rozbawionej tolerancji.

„Dobrze” – powiedziała Allie, z trudem wyduszając z siebie to słowo, przygnieciona ciężarem porażki. „Będziemy mieć Zasady Domowe”.

Chwyciła notatnik z wciąż nierozpakowanego kartonu.

„Zasada pierwsza: cisza po dwudziestej drugiej. Żadnej głośnej muzyki. Żadnych rozmów wideo bez słuchawek”. „Zasada pierwsza: muzyka gra, kiedy pracuję. A to zawsze jest po dziesiątej wieczorem” – skontrował Cayden, biorąc niespiesznie kęs pizzy. „Moja kreatywność nie dostosowuje się do twojej pory spania, Reed. Twoje słuchawki, twój problem”. „Zasada druga: czystość. Wszystkie naczynia są myte natychmiast. Żadnego zostawiania materiałów do makiet ani narzędzi na wspólnych powierzchniach”. „Zasada druga: jadam tylko jedzenie z dostawą i nie pamiętam, jak obsługuje się te metalowe przedmioty w zlewie” – wskazał nieokreślonym gestem w stronę odpływu. „Pewnie ulegają samozniszczeniu podczas mycia. Poza tym potrzebuję nieładu. On napędza chaos”. „Zasada trzecia: żadnych gości po jedenastej wieczorem. To nie jest dom imprezowy”. „Zasada trzecia: zapraszam, kogo chcę. Często pracuję w zespołach. Możesz po prostu zamknąć drzwi do sypialni na klucz i udawać, że cię tu nie ma”.

Allie zatrzasnęła notatnik. To było bezcelowe. Ich współegzystencja była niemożliwa. Nie tylko dzielili przestrzeń; właśnie ogłosili domową wojnę.

„W porządku, Black” – utkwiła w nim wzrok pełen zimnej determinacji, a jej głos drżał lekko z powstrzymywanej furii. „Możesz żyć jak świnia, ale nie będziesz brudzić moich rzeczy ani zakłócać mojego rytmu nauki. Jestem tu dla stypendium, dla przyszłości. Nie pozwolę, by twój egoistyczny styl życia to zrujnował. W żaden sposób”.

Cayden powoli wytarł ręce w serwetkę, a jego uśmiech zniknął, ustępując miejsca poważnemu, przenikliwemu spojrzeniu. „Jestem tu w tym samym celu, Reed. Ale w przeciwieństwie do ciebie, ja nie muszę się wykańczać, żeby wygrywać. A ty, jak widać, już zaczęłaś to robić”.

Wstał, opierając dłonie na stole, tak że ich twarze znalazły się blisko siebie. „To już nie jest tylko mój chaos, Allie. Jest nasz. I zobaczymy, które z nas pierwsze pęknie”.

Uśmiechnął się, a był to najbardziej prowokujący i wyzywający uśmiech, jaki kiedykolwiek widziała. Gra nie toczyła się już tylko w pracowni; przeniosła się do Apartment 304.

Rozdział 2 jest gotowy

Wpisz swój email, aby czytać dalej

4.9 od 5 700+ czytelników
Masz już konto? Zaloguj się